

Weźmy już taki Endistancement By the Null Position, a więc pierwszy kawałek na płycie: sekcja rytmiczna szarpie nam serducho jak trzeba, wokalista popisuje się różnorodnymi stylami śpiewania (czy jak kto woli: melodyjnego wrzeszczenia), a gitary wycinają prawdziwe cudne, a jednocześnie pełne wściekłości dźwięki. To na pewno jeden z najlepszych metalowych openerów jeśli chodzi o płyty wydane w ciągu ostatniego roku. I choć bywa, że w innych fragmentach nowego albumu Heathendom muzycy schodzą ze ścieżki wysokooktanowego heavy metalu, jaką wyznaczył rewelacyjny pierwszy utwór i zwracają się ku stylistyce doom metalowej, to ani przez moment nie przynudzają - nawet pod bardziej ślimaczymi tempami kryje się bowiem taka energia, że szkoda gadać. Posłuchajcie choćby mrocznego Alternate Sickness podminowanego zabójczymi melodiami; albo tytułowego The Symbolist, który wita nas dzikimi wokalami, a nieco psychopatycznym refrenem przywołuje na myśl naszą nieodżałowaną legendę spod znaku heavy/thrash - grupę Wolf Spider; świetnie wypada też żonglujący różnymi tempami My Obedience albo wciągający, odpowiednio nawiedzony Die Insane. I kiedy wybrzmią ostatnie nuty ponadsiedmiominutowego An Angel, a Demon and a Dying God, będziecie już pewni, że odkryliście coś naprawdę niezwykłego.
Heathendom The Symbolist (Metal on Metal 2011)
